Przez długi czas luksus w architekturze kojarzył się z wizualnym bogactwem: drogim kamieniem, złoceniami, przewymiarowanymi żyrandolami, idealnie wypolerowanymi powierzchniami.
Ja jednak wierzę, że prawdziwy luksus jest czymś znacznie cichszym.
Prawdziwy luksus to budzenie się w domu, który sprawia, że twoje ciało się odpręża zamiast pozostawać w gotowości. To naturalne światło, które delikatnie reguluje twój rytm w ciągu dnia. To poczucie prywatności, miękkości, ciszy, jasności i emocjonalnego bezpieczeństwa.
Dom może być niezwykle drogi, a jednak życie w nim może być stresujące.
Jako architekt często obserwuję, że ludzie inwestują ogromne pieniądze w wizualne deklaracje, pomijając rzeczy, które naprawdę kształtują dobrostan człowieka. Układ nerwowy nie dba o to, jak drogi jest materiał. Reaguje na zmysłowe doświadczenie.
Reaguje na proporcje. Na światło. Na akustykę. Na przejścia. Na fakturę. Na to, czy przestrzeń jest przytłaczająca czy uspokajająca.
Dlatego w mojej pracy podchodzę do luksusu inaczej.
W każdym projekcie staram się tworzyć przestrzenie, które wspierają stan emocjonalny ludzi w nich żyjących. Czasami oznacza to wprowadzenie naturalnych materiałów, które pięknie się starzeją i są ciepłe w dotyku. Czasami oznacza to tworzenie wizualnej przestrzeni do oddechu zamiast zapełniania każdego kąta. Czasami oznacza to projektowanie sekwencji przestrzeni, które stopniowo wyciszają umysł po chaosie zewnętrznego świata.
Dla mnie luksus to nie nadmiar. Luksus to ulga.
To uczucie, że twój dom współpracuje z twoim ciałem, a nie przeciwko niemu.
Najbardziej luksusowe przestrzenie często nie są tymi najgłośniejszymi. To te, które sprawiają, że wydychasz powietrze w chwili, gdy do nich wchodzisz.
